jak sama nazwa wskazuje służy do pastwienia się. Tak jak na przykład łazienka do lażenia a puszka do puszczania.
środa, 09 czerwca 2010
spokoj
myślę, że na pewno byłabym spokojniejsza, gdybym miała. Gdybym miała pewność.Ale tej pewności nie mam. I nie mam. Nie można mieć. Można być. Spokojnym na przykład.
Tylko czy brak posiadania warunkuje moje poczucie bezpieczeństwa? Wygląda na to, że tak.
Frustracja.
10:38, verygreeneyes , wszystkie
Link Komentarze (1) »
środa, 07 kwietnia 2010
koiec a może początek
początek końca
Kochana zjawo i inni,
ponieważ nie jestem już blondynką w sensie dosłownym i metaforycznym, ponieważ jest to magiczny rok niezwykłych zdarzeń i spełniania marzeń, nie gwarantuję nikomu, że będę się tu pojawiać, i regularnie dawać o sobie znać. Jestem szczęśliwa i tego będę się trzymać.
Oznajmiam niniejszym, że bycie szczęśliwą nie ma nic wspólnego ze stanem upojenia powszechnie kojarzonym z miłością, z byciem w bardziej lub mniej formalnym związku z kimkolwiek, z wiosną, wyjściem z kryzysu, z wysokim ciśnieniem lub innym zjawiskiem pogodowym. To stan świadomości, mam nadzieję, że permanenty, dobrego samopoczucia samej ze sobą, wbrew mniej lub bardziej dotkliwym ułomnościom cielesno-duchowym, to umiejętność akceptacji tego, na co nie mam wpływu, zażartej walki z tym, na co mam wpływ, i nieustająca nauka rozróżniania jednego od drugiego.
No, to się pomądrowałam. A teraz wracam do znoju dnia codziennego, czyli podtrzymywania dobrych relacji z otoczeniem, przyrodą, i realizacji moich marzeń i celów.
I jak to powiedział jeden mój znajomy: Determinacja, kobieto, nie determinizm.
całuję i do usłyszenia,
21:30, verygreeneyes , wszystkie
Link Komentarze (2) »
początek końca
Kochana zjawo i inni,
ponieważ nie jestem już blondynką w sensie dosłownym i metaforycznym, ponieważ jest to magiczny rok niezwykłych zdarzeń i spełniania marzeń, nie gwarantuję nikomu, że będę się tu pojawiać, i regularnie dawać o sobie znać. Jestem szczęśliwa i tego będę się trzymać.
Oznajmiam niniejszym, że bycie szczęśliwą nie ma nic wspólnego ze stanem upojenia powszechnie kojarzonym z miłością, z byciem w bardziej lub mniej formalnym związku z kimkolwiek, z wiosną, wyjściem z kryzysu, z wysokim ciśnieniem lub innym zjawiskiem pogodowym. To stan świadomości, mam nadzieję, że permanenty, dobrego samopoczucia samej ze sobą, wbrew mniej lub bardziej dotkliwym ułomnościom cielesno-duchowym, to umiejętność akceptacji tego, na co nie mam wpływu, zażartej walki z tym, na co mam wpływ, i nieustająca nauka rozróżniania jednego od drugiego.
No, to się pomądrowałam. A teraz wracam do znoju dnia codziennego, czyli podtrzymywania dobrych relacji z otoczeniem, przyrodą, i realizacji moich marzeń i celów.
I jak to powiedział jeden mój znajomy: Determinacja, kobieto, nie determinizm.
całuję i do usłyszenia,

21:27, verygreeneyes , wszystkie
Link Dodaj komentarz »
sobota, 12 grudnia 2009
i znowu M.
przyjechał po dwumiesięcznej absencji i popastwił się nad moim kompem i nade mną.
Zadał gwałt mojej psychice. Już prawie udało mi się o nim zapomnieć... już prawie. Jego przewaga nade mną polega na tym, że jest ode mnie inteligentniejszy i wie, że mam do niego słabość, i że jestem od niego uzależniona. W sensie komputerowo.
I że należy do wąskiego grona facetów, który potrafi mnie rozśmieszyć do bólu brzucha w dzień, w którym zalewam się łzami szukając ośrodka leczenia depresji. I za to pozwalam mu śmierdzieć papierochami w moim własnym biurze, drwić ze mnie i traktować się przedmiotowo.
- Rozbierz się - M. do mnie.
- Za późno - ja do M.- Twój czas minął.
16:28, verygreeneyes , wszystkie
Link Komentarze (1) »
czwartek, 13 sierpnia 2009
uzależnienie
Warszawa to chore miasto.
Uzależniłam się od M. Tęsknię za jego głosem.
I can't help thinking of him.
20:23, verygreeneyes , wszystkie
Link Komentarze (2) »
wtorek, 11 sierpnia 2009
Kontekst
M.zostawił mi do obejrzenia film i powiedział, że był na nim w kinie i bardzo mu się podobał, i że mi się na pewno też bardzo spodoba.  Co w wykonaniu ekstremalnie skrytego M. oznacza wielkie ujawnienie swoich gustów filmowych. Jak każda sentymentalnie szurnięta idiotka przed obejrzeniem przeczytałam streszczenie akcji. Już wiem, o czym jest ten film i boję się go obejrzeć. Doszukuję się podtekstów, które byłyby aż nazbyt oczywiste, gdyby były ukrytymi podtekstami i gdyby M. chciał, żebym je tak odebrała.
- Faceci nie są aż tak skomplikowani - mówi moja bardziej doświadczona psiapsióła. Nie rób sobie nadzieji.
Robię.
A nuż.
21:14, verygreeneyes , wszystkie
Link Dodaj komentarz »
nic ode mnie nie chce, czyli kto jest normalny
Czego nauczył mnie M.:
- cierpliwości
- pokory
- szacunku
- łagodności
- bezinteresowności
Swoją milczącą obecnością obok. Nie o to go prosiłam.
Aha, i jeszcze musiałam zdefiniować od nowa pojęcie "kochać".
Nic nie wiem, i nie mam racji. Tyle wiem na końcu.
I jak tu się na niego nie wkurzać.

18:18, verygreeneyes , wszystkie
Link Dodaj komentarz »
środa, 22 kwietnia 2009
za późno
Informatyk M. powiedział, że jest za późno. Dziś miałam mieć Bardzo Ważne Spotkanie, które z własnej winy musiałam przełożyć. Czyżby znowu miał rację, i to w kontekście ogólnym? Prosiak.
Co miał na myśli, mówiąc, że jest za późno?
Po pierwsze, miał na myśli bezpośredni kontekst danej rozmowy, czyli że jest za późno na to, żeby między nami do czegoś doszło.
Dlaczego?
Primo: On jest już zajęty.
Secundo: Jestem już za stara dupa.
Tertio: Nie mam pomysłu, ale trzeci punkt ładnie się komponuje. O, wiem, on jest za stary. Kupa kupy, przecież ma dziewczynę. I to duuużo młodszą.
Jest za późno. Zgapiłam się. Przekombinowałam.
21:48, verygreeneyes , wszystkie
Link Dodaj komentarz »
piątek, 17 kwietnia 2009
siła pierwotna
jak dobrze odkryć w sobie pierwotną, naturalną, organiczną siłę, płodność matki ziemi, witalność, radość budzenia się do życia bardzo długim, zimowym śnie.
Koniec stagnacji, marazmu.
Jak można przejść obojętnie, gdy wokół taka piękna wiosna.
Aż chce się tańczyć!
Wszystko aż rwie się do życia.
Patrz załączony obrazek. Z dziennika balkonowej ogrodniczki:
groszek pachnący
bazylia
18:17, verygreeneyes , wszystkie
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 kwietnia 2009
La vita e bella
słonecznie, pięknie, kwietniowo prawie majowo.
Nie piszę, bo cieszę się, że żyję.
Bez napięcia, bez zadęcia, z uśmiechem, akceptując każdy dodatkowy kilogram, rok i dioptrię.
Zjawo, dziękuję za życzenia. Życzę każdego dnia, jakby to było święto.
Mam plany, i możliwość ich realizacji, tu i teraz.
Bóg we mnie wierzy, trochę bardziej niż ja w niego.
Po każdej burzy przychodzi słońce.
Wiosno, wreszcie!!!
:-))))))))
Nie jestem już blondynką i nie lubię różowego.
Defetystka.

20:02, verygreeneyes , wszystkie
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 37